niedziela, 15 marca 2009

22.

A obok mnie leży nóż. Sięgać po niego nie warto... Nawet przy wystukiwaniu tego tekstu na klawiaturze opuszki obgryzionych do krwi palców sprawiają niesamowity ból. Przez co chyba jeszcze bardziej czuję, że piszę. Więc jeżeli człowiek czuje ból to wtedy dopiero uświadamia sobie, że żyje? Czemu akurat odczuwanie bólu daje Nam największe poczucie, iż istniejemy, czemu nie mogły być to bardziej ambitniejsze odczucia, uczucia? Czy jest to sprawą indywidualną? A może zależy to nie tyle co od Nas samych, ale od schematów narzuconych wcześniej z góry?
Niedawno spotkałam mężczyznę, spotykam ich wielu, lecz ten był inny. Nie napiszę, iż był wyjątkowy, że zrobił na mnie wrażenie... Wręcz przeciwnie. Mężczyzna okazał się być skrajnym hipokrytą, wyolbrzymiający błędy innych ludzi, tymczasem swoich nawet skrawka nie dostrzegając. Potrafił zmieszać z błotem swoją byłą dziewczynę, prawie narzeczoną, z którą miał mieć dziecko. Gdy beztrosko podsumowywał ją jako pannę lekkich obyczajów, która straciła dziecko z własnej winy, miałam ochotę uderzyć go w twarz, bynajmniej nie jak kobieta. Dziewczyna o której była mowa, jest niesamowitą osobą, która naprawdę nie ma szczęścia (jak widać) do facetów. Cóż zdarza się... Tylko czemu ostatnio tak często?

Brak komentarzy: